||
Fundacja DRACHMA
dawanie siebie promieniowanie duchowość zdrowie piękno i
harmonia
mądrość przenikanie

2009-05-30 

,,Tylko ten, co obecny jest całym sobą, może otworzyć się na nowe."

Każdemu zdarza się wpadać w stan uczucia tymczasowości. Wtedy wszystko, co robimy, staje się niepełne i niewykończone. Każda czynność wykonywana jest bez wczucia i natchnienia. Nie delektujemy się daną chwilą. Nie angażujemy się cali. Wiele odkładamy na później i pełni wewnętrznego opustoszenia stajemy się nieobecni w miejscu, w którym właśnie stoimy. Nieustannie idziemy do przodu, ale nasza dusza pozostaje za nami.

Trwamy bez niej - niepełni.

Aby żyć w pełni, musimy zaczekać na duszę, aby spokojnie do nas dotarła...

Również w naszym spektaklu musimy uczestniczyć całym sobą. Aby dojść do celu, na każdej próbie musimy chcieć w pełni się zaangażować, nie oddalać niczego ,,na następny raz".

To ważne przecież, aby każdy dzień przyjmować z radością i nadzieją i z pasją go realizować.

Przychodźmy więc i na każdą z naszych prób pełni chęci, zaangażowania, radości z tego co robimy i wiary w to, że uda się. Bez lęku chciejmy realizować to co nowe...

W nowej, kolejnej scenie zamieniamy się w uczniów Chrystusa.

Jego obecność wyzwala. Szczęśliwi podążamy za Nim w tańcu. Jesteśmy z Nim ,,całym sobą", pełni pokoju. Nagle Jezus przystaje, trzyma w ręku chleb...Olśnieni z uwielbieniem oddajemy Mu cześć. Każdy we własny, indywidualny sposób - kłaniamy się, klękamy, pochylamy głowy, wyciągamy ręce, wpatrujemy się w Niego. Tutaj nie gramy, uwielbienie musi naprawdę wychodzić z wnętrza. Jezus przełamuje chleb i rozdziela go pomiędzy nas.

Wyciągamy ręce po ten największy Dar i przyjmujemy do siebie...dalej napełnieni mocą idziemy i dzielimy się z innymi wokół .

Scena bardzo delikatna, pełna ciszy, chyba najbardziej osobista. Najwięcej odgrywa się we wnętrzu każdego z nas i trudno jest to wyciągnąć na zewnątrz... właściwie przykro, że musimy to wyciągać...

Następnie zapada ciemność.

I następuje tak potworny zwrot...znów stajemy się oszalałym tłumem - tym zaślepionym, ulegającym kuszeniom. Biegniemy pełni złości, ale i słabości, roztargnienia, niektórzy zagubieni nie wiedzą, co się dzieje, ale i tak dołączają do tłumu, aby nie odstawać - lepiej zlać się w tłumie niż przypadkiem zostać zauważonym .Skąd taka przemiana? Biegniemy, aby ukrzyżować Chrystusa. Zabijamy Ciało... sami mamy zabitą duszę...

 

prestidigitator 
 

2009-05-23
 
Refleksje - blog o probie spektaklu "Widziałam Pana" 
 
Czasem dobrze jest się zatrzymać, zwolnić tempo ruchów. Rozejrzeć się, wsłuchać, rozluźnić, uspokoić oddech, uporządkować myśli...a na koniec zastygnąć.

W trakcie ruchu - w całkowitym bezruchu.

Zapomnieć o czasie, stanąć w próżni - to tak jakby na chwilę opuścić swoje ciało i przyglądać mu się z boku.

Tak wszyscy zastygamy w pierwszej scenie naszego spektaklu - każdy w wybranej pozie musi zatrzymać się i przez jakiś czas wytrwać bez drgnięcia. Rozbiegamy się więc po całej przestrzeni, szukając dogodnego miejsca dla siebie. Niektórzy stają z samego przodu, inni uciekają w tył... Jedni zatrzymują się w blasku światła, tymczasem inni poszukują skrycia i wyzwolenia w cieniu..

Po chwili każdy z mniejszym lub większym zdecydowaniem i precyzją ,,krzepnie".

Piękna chwila - stoimy zawieszeni... z urwaną myślą i niedopowiedzianym zdaniem na ustach. Teraz każdy może przyjrzeć się samemu sobie.

Ale paradoksalnie wcale nie zatrzymujemy się po to, aby wyciszyć się i uspokoić - zastygamy, aby nagle zamienić ten moment ciszy w przerażający chaos i zamęt. Dopóki trwamy bez oznak życia, każdy jest indywidualny, odrębny, pełen spokoju, ale nagle w określonym momencie ożywamy i zlewamy się w tłum pełen zgiełku i krzyku. Nikt nie jest tu rozpoznawalny, wszyscy stajemy się głośni, nerwowi, pełni pośpiechu, gwałtowności... tak jak tłum ludzi, w którym każdy wydaje się dbać tylko o siebie.

Scena pozornie łatwa . Mimo chaosu, jaki tworzymy, każdy musi odegrać konkretną rolę, choć właściwie trudno mówić tu o graniu - odtwarzamy, stając się prawdziwymi i realnymi, naturalnymi i rzeczywistymi. Nie zawsze się to udaje... trudno jest się rozluźnić, wczuć i być wiarygodnym.Większość jest wolna, pełna swobody, nie wszystkim jednak łatwo o odwagę i otwartość. Wspaniałe jest wyzwolenie się z własnych blokad. Kiedy pokonujemy własne ograniczenie, stając się wolni, czujemy bezgraniczność własnych możliwości, siłę i chęć do działania. To tutaj właśnie jest miejsce, w którym mogą dokonywać się przemiany, tu możemy pokonywać samych siebie, każdy musi z sobą powalczyć, przełamać się... i musimy tego dokonywać!

Otuchy dodaje świadomość, że gramy razem...,,w grupie raźniej"...

W następnej scenie stajemy się ludźmi zaślepionymi, pełnymi wściekłości, ignorancji i chęci zemsty. Ludźmi, którzy nie rozpoznają w sobie zła, dostrzegają winy w innym człowieku i z całych sił pragną ukarać go. Zaniedbują własne dusze i chcą krzywdzić. Wszyscy ,,niewidomi" ze złości biegniemy z krzykiem, by dokonać wyroku. Wśród wrzawy ze spokojem i dobrocią zostają wypowiedziane pewne słowa, które dotykają każdego... i znów zatrzymujemy się...

Ale tym razem następuje przemiana, ponieważ nagle jak niespodziewany gość przychodzą wyrzuty sumienia, rozjaśnienie, żal, który każe zbudzić się i dobrze przyjrzeć się sobie... przebudzenie...

Każdy świadom swojej słabości ze skruchą odchodzi, aby w głębokości ciszy porozumieć się z samym sobą...

~prestidigitator


home| logo| aktualności| Forum| galerie| projekty| linki| kontakt