Księża Kardynałowie, Księża Biskupi,
(...) Ruch Focolari jest jednym z ruchów kościelnych, o których z ogromną miłością mówił Jan Paweł II w wigilię Zesłania Ducha Świętego roku 1998, kiedy określił ich miejsce w Kościele. Nazwał je „znaczącym przejawem jego aspektu charyzmatycznego"1, współistotnym z jego aspektem instytucjonalnym i pozostającym z nim w głębokiej komunii. (...) Kościół widzi w tym dzieło Boga, dlatego my (...) jesteśmy tylko narzędziami tej rzeczywistości kościelnej, której zamysł znajduje się w Niebie. Duchowość jedności — to droga do świętości wypływająca całkowicie z Ewangelii, duchowość wspólnotowa i osobista zarazem. „Duchowość solidna"2 — tak ją określił Papież, przewidziana — przez papieży i teologów — dla obecnych czasów obok innych duchowości. Linie wiodące tej duchowości opierają się na rzeczywistościach Ewangelii, które Duch Święty wyrył w naszej duszy już w pierwszych miesiącach życia Ruchu Focolari. Aby móc je zrozumieć (...) chciałabym najpierw opowiedzieć o pewnej zapowiedzi, która natychmiast pomoże dostrzec istotę jego oryginalności. Jest odległy rok 1939. Zostałam zaproszona na pewne spotkanie, w Loreto, w środkowych Włoszech. Kiedy tylko mogę, biegnę do Domku Loretańskiego, mieszczącego się w ogromnym kościele, przypominającym twierdzę. Nie mam czasu zastanawiać się, czy historycznie jest to miejsce, które gościło rzeczywiście Świętą Rodzinę. Klękam przy ścianie okopconej przez lampki, ale nie jestem w stanie wymówić słowa: coś nowego i boskiego ogarnia mnie, prawie przytłacza. Rozważam w myśli dziewicze życie tych Trojga: „A więc — myślę sobie — Maryja mieszkała tutaj. Józef chodził po tym pokoju. A Dzieciątko Jezus było pomiędzy nimi. Te ściany rozbrzmiewały Jego dziecięcym głosem..." Czuję brzemię każdej z tych myśli, bezwiednie płyną mi z oczu łzy. To wspólne, dziewicze życie Maryi i Józefa, z Jezusem pośród nich przyciąga mnie z nieodpartą mocą. W następnych dniach wracam do Domku i zawsze to samo przeżycie, to samo wzruszenie. Ostatni dzień spotkania. Kościół jest pełen młodzieży. Nagle myśl, jak olśnienie: za tobą pójdzie rzesza dziewic. Po powrocie do Trydentu spotykam moich uczniów — ponieważ byłam wtedy nauczycielką — i proboszcza. Ten, widząc mnie szczęśliwą, pyta: „Znalazłaś swoją drogę?" „Tak" — odpowiadam. „Małżeństwo?" „Nie". „Klasztor?" „Nie". „Pozostaniesz dziewicą w świecie?" „Nie". Dla dziewczyny były to wtedy wszystkie możliwe drogi. (...) Nieco później zrozumiem: była to czwarta droga, którą Duch Święty otwierał w Kościele. Ten nowy sposób naśladowania Jezusa miał się właśnie odznaczać się obecnością Jezusa między osobami żyjącymi w dziewictwie — tym jest fokolare. Albo między osobami, które stają się dziewicze przez miłość — tym jest cały Ruch Focolari oraz każda jego część. Jezus obecny pomiędzy dwiema lub więcej osobami — to obecność, która jest podstawowa dla duchowości wspólnotowej. Mijają cztery lata (...). Jest środek drugiej wojny światowej. Trydent, moje rodzinne miasto, przeżywa poważne bombardowania: ruiny, zgliszcza, zabici. Pewnego dnia znajduję się z moimi przyjaciółkami w ciemnej piwnicy służącej za schron, przy zapalonej świecy, z Ewangelią w ręku. Otwieram ją. Trafiam na modlitwę Jezusa przed śmiercią: „Ojcze... aby wszyscy byli jedno" (por. J 17,21). Jest to tekst niełatwy dla dziewcząt takich jak my, ale te słowa wpajają nam w serca przekonanie, że dla tej właśnie stronicy Ewangelii narodziłyśmy się. W święto Chrystusa Króla spotykamy się znowu, wokół ołtarza. „Jezu — mówimy — Ty wiesz, jak można urzeczywistnić jedność. Oto jesteśmy. Jeśli chcesz, użyj do tego nas". Bombardowania trwają nadal, a wraz z nimi ulegają unicestwieniu te rzeczy lub osoby, które w jakimś sensie stanowiły cel dążeń naszych młodych serc: troska o urządzenie domu, ale dom runął w gruzy; zawarcie małżeństwa, ale narzeczony nie wraca z frontu. Moim ideałem były studia — wojna nie pozwala mi uczęszczać na uniwersytet. Lekcja, którą Bóg nam daje poprzez okoliczności, jest jasna: wszystko przemija. „Wszystko jest marnością nad marnościami" (por. Koh 1,2). W tym samym czasie Bóg budzi w moim sercu pytanie, wspólne nam wszystkim: Czy jest więc taki ideał, który nie ginie, którego nie zniszczy żadna bomba, któremu warto poświęcić się całkowicie?" I natychmiast odpowiedź: „Tak, jest. Jest nim Bóg". Równocześnie jakby w błyskawicznym olśnieniu rozumiemy, kim On jest — Bóg jest Miłością. Postanawiamy uczynić Go celem naszego życia. (...) Wszystko zaczęło się zmieniać. Jakby nagle otworzyły się nam oczy, abyśmy zobaczyły, że Bóg, będąc Miłością, jest blisko nas, towarzyszy każdemu naszemu krokowi, jest w każdej sytuacji naszego życia, radosnej czy smutnej, wie o nas wszystko. Uderzyły nas słowa Jezusa: „U was nawet włosy na głowie wszystkie są policzone" (Łk 12,7). To ponowne — jeśli tak można powiedzieć — objawienie się Boga-Miłości wstrząsnęło nami, przyniosło — pomimo grozy wojny — tak niezwykłą radość, tak głęboko wyryło się w naszej duszy, że mogłyśmy powiedzieć: „My uwierzyłyśmy miłości".
Wkrótce pojawiło się w nas nowe pragnienie. Jeśli Bóg jest Miłością, to jaka winna być nasza postawa wobec Niego? Jak można powiedzieć, że On jest rzeczywiście Ideałem naszego życia? To oczywiste: mamy Go kochać. Ale jak? Pewne zdanie Jezusa stało się dla nas światłem: „Nie każdy, który Mi mówi: 'Panie, Panie!' wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca" (Mt 7,21). Aby Go kochać, należało wypełniać Jego wolę. I uczyłyśmy się dobrze żyć tą wolą w każdej kolejnej chwili naszego życia. Ale jak rozpoznać wolę Boga? Nasi krewni opuścili miasto, a my znalazłyśmy schronienie w małym mieszkaniu. Bombardowania trwały dzień i noc, zmuszając nas, nawet jedenaście razy na dobę, do ucieczki do schronu. Biegłyśmy tam szybko za każdym razem, gdy słyszało się syreny alarmu, i nie mogłyśmy zabrać ze sobą niczego, jedynie małą książkę: Ewangelię. W niej —byłyśmy pewne — mogłyśmy znaleźć wolę Boga, wymagania Jezusa. Otwierałyśmy ją. I oto niezwykła rzecz: te słowa, które słyszałyśmy tyle razy, rozświetlały się, jakby zapalało się jakieś światło. Czy był to owoc charyzmatu? Pojmowałyśmy te słowa w nowy sposób, a jakaś siła, myślimy, że pochodząca również od Ducha Świętego — skłaniała nas do wprowadzania ich w czyn. Czytałyśmy: „Miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!" (Mt 19,19). Bliźni. Gdzie był ten bliźni? Był tu, obok nas, w tej staruszce, która za każdym razem posuwając się z trudem, docierała wreszcie do schronu. Trzeba jej było pomóc, podtrzymać ją. Był tu, w tych pięciorgu przestraszonych dzieciach, wokół matki. Trzeba je było wziąć na ręce i odprowadzić do domu. Bliźni był tu, w tym chorym, unieruchomionym w domu. Trzeba było zdobyć lekarstwa, pielęgnować go. Czytałyśmy: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40). Ludzie wokół nas z powodu tragicznych wydarzeń byli głodni, spragnieni, byli ranni, nie mieli ubrania, domu. Gotowałyśmy ogromne garnki zupy, którą im zanosiłyśmy, widząc w nich Jezusa. Ewangelia zapewniała: „Proście, a będzie wam dane" (Mt 7,7; Łk 11,9). Prosiło się dla biednych i za każdym razem dom napełniał się wszelkimi darami Bożymi: chlebem, mlekiem w proszku, marmoladą, drzewem na opał, odzieżą..., które zanosiło się potrzebującym. Pewnego dnia ktoś biedny prosił mnie o parę butów numer 42. W kościele kieruję do Jezusa modlitwę: „Daj mi parę butów numer 42, dla Ciebie w tym biednym". Gdy wychodzę z kościoła pewna kobieta podaje mi paczkę. Otwieram ją: w środku — para butów numer 42. Faktów podobnych do tego w następnych latach było tysiące, tysiące. (...)
Pewne zdanie Ewangelii poruszyło nas szczególnie pewnego dnia: „Kto was słucha, Mnie słucha" (Łk 10,16). Tak więc kto słucha biskupa, słucha Chrystusa. Aby wprowadzić w czyn te słowa, udałyśmy się do arcybiskupa Trydentu i przedstawiłyśmy wszystko, co się zaczynało rodzić. Byłyśmy gotowe wszystko zniszczyć, gdyby tego sobie zażyczył. Przez biskupa przemawia Bóg! Arcybiskup Carlo De Ferrari wysłuchał nas, uśmiechnął się i powiedział: „W tym jest palec Boży" —jego aprobata i błogosławieństwo towarzyszyły nam aż do jego śmierci. W podobny sposób zachowaliśmy się wobec Kościoła w Rzymie, który po dogłębnym zbadaniu sprawy zaaprobował nas. Wkrótce Duch Święty zaczął podkreślać w naszej świadomości szczególnie te słowa Jezusa, które dotyczyły miłości bliźniego: miłości, która winna być skierowana do wszystkich, gdyż tak czyni Ojciec Niebieski; miłości, która pierwsza winna podejmować inicjatywę — tak jak uczynił wobec nas Jezus, który kochał bliźniego jak siebie; która wymagała, by „stawać się jedno" z bliźnim w sposób konkretny, widząc w nim Jezusa. Szalała wojna. (...) Każdego dnia można było stracić życie. „Czy jest taka wola Boża" — zapytałyśmy się w tamtych dniach — „na której Jezusowi zależy szczególnie? Ją właśnie chciałybyśmy wypełnić zanim umrzemy". W Ewangelii przeczytałyśmy: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,12-13). Było to przykazanie, które Jezus nazwał „swoim" i „nowym". To było to, czego było nam potrzeba! Stało się dla nas jasne, że powinnyśmy kochać nie tylko wszystkich potrzebujących, ale zwrócić także uwagę jedna na drugą i wzajemnie kochać się, jak powiedział Jezus — tą miłością, która sprawia, iż jesteśmy gotowi oddać za siebie życie, umierać sobie samemu w o-bliczu braci, aby być niczym, wolnym od samego siebie, aby zrozumieć ich i dzielić z nimi nasze skromne dobra materialne i duchowe. Żyłyśmy zdecydowanie tym nowym przykazaniem, co więcej, przypieczętowałyśmy to paktem, który uważamy za kamień węgielny naszego ruchu i który zawsze odnawiamy. Powiedziałyśmy sobie nawzajem: „Ja jestem gotowa umrzeć za ciebie", „Ja za ciebie". Wszystkie za każdą. Od tego momentu nasze życie zmieniło się. Nastąpił w nim skok jakościowy: wypełnił nas nowy pokój, nowa radość, nowa siła, nowe światło, żarliwe pragnienie, by czynić dobrze. Naturalnie, nie zawsze potrafiłyśmy tak żyć. Niekiedy nasze braki, nawet niewielkie, przyćmiewały blask tej jedności. Ewangelia uczyła nas, jak sprostać również takim momentom, jak odbudować zerwaną jedność. | A stało się to przede wszystkim dzięki pewnemu odkryciu. W pewnych okolicznościach, przewidzianych — jak sądzimy — przez Boga, dane nam było zrozumieć, że Jezus przeżył największe cierpienie, kiedy na krzyżu doświadczył opuszczenia przez Ojca i wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" (Mt 27,46). Byłyśmy poruszone tym cierpieniem. A nasz młody wiek, entuzjazm, a zwłaszcza łaska Boża, skłoniły nas, pierwsze fokolariny, by pójść w życiu właśnie za Jezusem w Jego opuszczeniu, by się Jemu poświęcić. Odtąd wszędzie odkrywałyśmy Jego oblicze: w naszych oschłościach, w ciemnościach duszy, w wątpliwościach... (czyż nie czułyśmy się w takich chwilach dalekie i odłączone od Boga?). Dostrzegałyśmy Go w bliźnich, samotnych, opuszczonych, odsuniętych na margines, zdradzonych, zawiedzionych..., w tysiącach nieporozu mień istniejących w rodzinach, w braku jedności między pokoleniami; w rywalizacji zdarzającej się niekiedy wśród wspólnot naszego Kościoła; w podziałach między Kościołami; w niemożności porozumienia się wyznawców różnych religii, w przepaści między wierzącymi a niewierzącymi. Wszystkie te braki jedności nie przestraszyły nas, odwrotnie, przyciągały. Kochałyśmy w nich Jezusa opuszczonego. A postępując jak On, kiedy opuszczony przez Ojca, Ojcu się powierza („W Twoje ręce powierzam ducha mojego" — Łk 23,46), w Nim znalazłyśmy klucz, by na ile to możliwie zaradzić tym brakom jedności. Jezus ukrzyżowany i opuszczony — jest chyba najbardziej oryginalnym aspektem naszej duchowości. Wyraża najlepiej nowość tego charyzmatu. Naszym pierwszym zadaniem było i jest nadal wciąż na nowo sta rać się o miłość wzajemną. Św. Piotr mówi: „Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim" (1 P 4,8). A dzięki miłości wzajemnej, która rodzi obecność Jezusa pomiędzy nami, urzeczywistnia się jedność, o którą Jezus prosił Ojca: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ja i Ty" (por. J 17,21). Jednak aby ją realizować, nie wystarczą nasze ludzkie wysiłki. Potrzeba speqalnej łaski. Jezus bowiem nie nakazał jedności, prosił o nią dla nas u Ojca. A ta łaska znajduje się w Eucharystii, — więzi jedności, którą Jezus ustanowił krótko przed swoją modlitwą o jedność. (...) Jedność przynosiła swoje owoce: „Aby byli jedno, aby świat uwierzył" (por. J17,21). W ludziach, którzy nas otaczali, wobec takiego świadectwa miłości i jedności, ożywała często wiara; zaczynali ponownie albo po raz pierwszy wierzyć. W ten sposób krąg osób coraz bardziej się poszerzał. A po 56 latach, dotarł do ludzi każdego wieku, rasy, języka, wszelkich narodowości i wszystkich warstw społecznych na całym świecie. To prawdziwa inwazja miłości, która razem z działaniem innych ruchów czy innych sił w Kościele, pozwala ufać w nadejście „nowej wiosny" Kościoła, przepowiedzianej przez ostatnich papieży. Lecz charyzmat Ducha Świętego podarował nam nie tylko duchowość. Podsunął nam również struktury naszego ruchu, obejmujące Centrum i 18 gałęzi; stworzył wiele różnych dzieł, na przykład wydawnictwa, miasteczka. (...) Nieco później Duch Święty nauczył nas także, jak powinniśmy przeżywać różne aspekty naszego życia: od apostolskiego aż po ekonomiczny, duchowy, kulturalny, po aspekty łączące się ze zdrowiem fizycznym, przyrodą, która nas otacza oraz komunikacją między nami. Po wysłuchaniu tego wszystkiego, możemy zapytać się: czy ta duchowość i ten ruch są dla współczesnego Kościoła? Dziś wiadomo, że po Soborze Watykańskim II Kościół postrzegany jest jako „komunia". „Eklezjologia komunii (communio) — mówi Chri-stifideles laici — jest centralną i podstawową ideą w dokumentach Soboru" (n. 19). Trzy dni temu, 27 lutego, Ojciec Święty w przemówieniu do uczestników Międzynarodowego Sympozjum na temat realizaq'i Soboru Watykańskiego II powiedział: „Communio jest fundamentem, na którym wspiera się rzeczywistość Kościoła. Koinonia ta ma swe źródła w tajemnicy samego Boga Trójjedy-nego i obejmuje wszystkich ochrzczonych...". Otóż duchowość jedności jest w stanie obdarzać Mistyczne Ciało Chrystusa nowym żarem, nową jednością, czynić i umacniać Kościół — komunię. I jeszcze inne pytanie: jaki jest Kościół dzisiaj? Wypowiedział się na ten temat ostatnio II Synod Biskupów dla Europy, a ja, jako osoba podróżująca trochę po świecie, mogę to potwierdzić moim skromnym doświadczeniem. Znaki nadziei dla naszego kontynentu widoczne są w nowych męczennikach, w świętości wielu mężczyzn i kobiet naszych czasów, w wolności Kościołów Europy Wschodniej, w budzeniu się powołań kapłańskich i zakonnych, w tym, że Kościół coraz bardziej skupia się na swojej misji, w odnowionym zaangażowaniu dla Ewangelii tradycyjnych rzeczywistości Kościoła, w coraz większej obecności i działaniu kobiety w życiu Kościoła, a także w postępach dokonanych — mimo trudności — na drodze ekumenicznej. Synod również — po raz pierwszy w historii — ukazał w czasie całego swego przebiegu, jak wielką nadzieję pokłada w nowych ruchach i wspólnotach kościelnych, tak kochanych, popieranych i błogosławionych przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Dla Zgromadzenia Synodalnego ruchy te: „przyczyniają się do tego, by chrześcijanie bardziej radykalnie żyli Ewangelią; są miejscem, gdzie rodzą się nowe formy życia konsekrowanego; w sposób szczególny podkreślają powołanie świeckich i urzeczywistniają je w różnych obszarach życia; prowadzą do świętości ludu; nierzadko stają się narzędziem ewangelizacji wobec tych, którzy bez nich nie zetknęliby się z Kościołem; często wspomagają postępy na drodze ekumenicznej oraz torują drogę do dialogu międzyreligijnego; zapobiegają szerzeniu się sekt i wnoszą do Kościoła bodziec i ducha radości"3. I tak właśnie jest. W ostatnich dwóch latach, zawsze na życzenie Ojca Świętego, odbyły się i odbywają na całym świecie setki spotkań gromadzących ruchy obecne w poszczególnych diecezjach czy krajach. Ruchy, otoczone miłością biskupów i posłuszne im, radują się ze swego nowego sposobu obecności w Kościele i pragną komunii między sobą. Jest to coś naprawdę nowego i wspaniałego. Dla biskupów pocieszające jest stwierdzenie, że Kościół, także dzięki tej rzeczywistości, ukazuje światu swoje oblicze piękniejsze, bardziej święte, bardziej dynamiczne, bardziej rodzinne, ciepłe, bardziej maryjne, bardziej charyzmatyczne, bardziej radosne. Patrząc na nasz ruch widzimy, że ofiaruje nie tylko obszerny i głęboki dialog pomiędzy osobami i grupami w świecie katolickim lecz także żywy dialog między chrześcijanami należącymi do 300 Kościołów. Dlatego nasza duchowość jedności uważana jest, również przez głowy Kościołów, za duchowość ekumeniczną. Duchowość, która już buduje między nami pewną jedność, tak dalece, że możemy się czuć jednym ludem chrześcijańskim. Ruch nasz utrzymuje kontakt z wyznawcami głównych religii: żydami, muzułmanami, buddystami, hindusami, sikhami, szintoistami, taoistami. Ten dialog, podtrzymywany także dzięki naszym przemówieniom — o które proszono w świątyniach, meczetach, synagogach — przedstawiającym nasze chrześcijańskie życie, o ile przyniósł również pojedyncze nawrócenia, upadanie wielowiekowych uprzedzeń wobec Chrystusa, wobec chrześcijan, wobec Kościoła, kiełkowanie „zalążków Słowa" istniejących w ich wierze, przyswajanie sobie prawd typowo chrześcijańskich, pozwala przede wszystkim spodziewać się w przyszłości zbiorowych nawróceń na naszą religię. Ponadto wiele osób o różnorodnych przekonaniach niereligijnych także angażuje się w Ruchu Focolari dla obrony wspólnych wartości takich jak: solidarność, ekologia, pokój, prawa człowieka... Pracujemy poza tym dla zbudowania ewangelicznych odniesień nie tylko pomiędzy poszczególnymi osobami, ale i między grupami, ruchami, narodami. Pracujemy dla tego celu na przykład poprzez nasz „Ruch Jedności", działający na polu polityki. Podobną rolę w dziedzinie ekonomii spełnia tzw. „Ekonomia Komunii", która powstała z myślą o potrzebujących. Idea tak entuzjastycznie przyjęta najpierw w Ameryce Łacińskiej, gdzie się narodziła, rozprzestrzeniła się obecnie w Europie i innych częściach świata. W tej chwili według jej zasad działa 761 przedsiębiorstw. Ekonomiści soq'ologowie, filozofowie studiują tę „nową ekonomię", która — jak ośmielają się twierdzić niektórzy — stanie się w przyszłości alternatywą dla ekonomii rynkowej! Ewangelia może wiele. Ruch wywołuje także inwazję Ewangelii na wielu innych polach: w dziedzinie kultury, sztuki, nauki, socjologii, edukacji, medycyny, itd. Są to, mówiąc za św. Janem Chryzostomem tzw. „wylania" . Święty ten powiada, że „strumienie wody żywej" (por. J 4,14 i 7,38), o których mówi Ewangelia, powodują „wylania" Ducha Świętego w świecie. I tak rzeczywiście jest. (...) Przewielebni Księża Kardynałowie i Księża Biskupi, oto jak przedstawia się w ogromnym skrócie nasz ruch. Chciałabym jednak zakończyć pewnym wrażeniem i pewnym życzeniem. Tak, Kościół, Oblubienica Chrystusa, przyobleczona w aspekt instytucjonalny i aspekt charyzmatyczny, w klejnoty darów Ducha Świętego, udzielanych dla każdej z jego posług, z niezłomną ufnością pokładaną w swoim Oblubieńcu Jezusie, może stawić czoła wyzwaniom Trzeciego Tysiąclecia! Dziękuję za ojcowskie wysłuchanie. Prosimy Księży Biskupów o błogosławieństwo dla naszych działań. My zapewniamy o modlitwie w intencji Księży Biskupów i ich biskupiej posługi. Chiara Lubich
|