Ks. dr Mirosław Szewieczek wzrastał w rodzinie mieszanej katolicko – ewangelickiej. Ukończył Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne w Katowicach Święcenia kapłańskie otrzymał w 1992 roku z rąk ks. bp Tadeusza Rakoczego. W czerwcu 1997 został skierowany do parafii św. Marii Magdaleny w Cieszynie.Tam nawiązał ścisłe kontakty z parafią ewangelicko – augsburską, szczególnie zaś z tamtejszym duszpasterstwem młodzieży. Zaowocowało to wystawieniem wspólnego spektaklu pt.: „Widziałam Pana”. Z przedstawieniem zorganizował tourne po Włoszech, dając w ten sposób świadectwo ekumenicznej jedności. Był inicjatorem ekumenicznego hospicjum im. Łukasza Ewangelisty w Cieszynie. Obecnie przebywa na parafii Trójcy Przenajświętszej w Bielsku – Białej. Jak należy rozumieć ekumenizm? Często nadal budzi on wiele emocji… Młodzi ludzie zadają pytanie: „Proszę księdza, a skąd my wiemy, że Kościół katolicki jest najlepszy?” Kościół oczekuje on nas przede wszystkim świadomości a następnie zaufania. Dopóki nie uświadomimy sobie, czym jest w ogóle Kościół, dopóty będziemy mieli wątpliwości, albo będziemy przyjmowali pewne rzeczy zupełnie nieświadomie „bo tak nam ktoś powiedział”, „bo nasi rodzice byli katolikami”. Tymczasem najważniejsza jest świadomość. Im większa jest świadomość tego, czym jest Kościół, tym lepiej rozumie się ekumenizm. U podstaw leży to najgłębsze pragnienie Chrystusa z modlitwy arcykapłańskiej, „aby byli jedno”. Wyobraźmy sobie, że bardzo bliska nam osoba umiera i w swoim duchowym testamencie chce nas o coś poprosić. Dla kochanej osoby jesteśmy w stanie uczynić wszystko, spełnić każdą jej prośbę. Właśnie w takiej chwili, gdy już miał świadomość, dokąd zmierza, Jezus poprosił swoich uczniów, „aby byli jedno”. Wszystko rozpoczyna się od tego głębokiego pragnienia, by zjednoczyć się wzajemnie. Następnym krokiem jest uświadomienie sobie, kim jest Bóg. Wierzymy w Boga w Trójcy Świętej Jedynego. Życie w relacjach trójosobowych, między Ojcem, Synem i Duchem Świętym ma być odwzorowane w życiu wspólnoty ludzi wierzących. Łączy je całkowita miłość, a zarazem każda z nich jest całkowicie odrębna od drugiej. Są to zupełnie inne Osoby, które cały czas prowadzą ze sobą dialog miłości. To idea, do której trzeba dążyć, i która jest modelem życia na ziemi. Podczas liturgii sakramentu małżeństwa mówi się czasem, że małżonkowie stają się jednym ciałem. Zjednoczyć ma ich miłość. Myślę, że od tego zaczyna się nasze myślenie na temat małżeństwa, ekumenizmu i jedności pomiędzy małżonkami innych wyznań. Czym jest małżeństwo mieszane w rozumieniu prawa kanonicznego? To związek zawarty przez dwie osoby ochrzczone, z których jedna otrzymała chrzest w Kościele katolickim lub do niego po chrzcie została przyjęta przez publiczne wyznanie wiary i nie wystąpiła z niego formalnym aktem. Krótko mówiąc, jeden z przyszłych współmałżonków jest katolikiem. Druga osoba należy natomiast do Kościoła lub Wspólnoty Kościelnej nie utrzymującej pełnej jedności z Kościołem katolickim. Zawarcie takiego małżeństwa bez zezwolenia kompetentnej władzy jest zabronione.
Czy zawarcie takiego małżeństwa przez katolika obwarowane jest dodatkowymi warunkami?
Tak. Biskup ordynariusz ma prawo udzielić stronie katolickiej dyspensy na zawarcie małżeństwa z niekatolikiem oraz dyspensy od formy kanonicznej. Znaczy to, że za zezwoleniem władzy duchownej katolik może ożenić się np. z ewangeliczką (i dwrotnie), a ich ślub, za osobnym zezwoleniem, może odbyć się w kościele ewangelickim (kan. 1125, 1127 § 2). Aby uzyskać dyspensę, trzeba spełniać pewne warunki. Strona katolicka powinna na piśmie oświadczyć, że jest gotowa odsunąć od siebie niebezpieczeństwo utraty wiary; złożyć szczere przyrzeczenie, że uczyni wszystko co w jej mocy, aby wszystkie dzieci zostały ochrzczone i wychowane w Kościele katolickim. Ddruga strona powinna o tych oświadczeniach i przyrzeczeniach zostać powiadomiona i stwierdzić ten fakt własnoręcznym podpisem (kan. 1125, 1126; Wskazania II, 2 b). Czym są tzw. „śluby ekumeniczne”? W prawie kanonicznym nie ma określenia „ślub ekumeniczny”. Po prostu kapłan jednego ze współmałżonków towarzyszy ceremonii, która odbywa się w kościele drugiej osoby. Duszpasterz nie pozostawia tej osoby samej a to przyczynia się do rozwoju relacji ekumenicznych.
Czy, według Księdza, może istnieć prawdziwa wspólnota małżeńska miedzy osobami, które mają różną wiarę? Czy osoby ze związków „mieszanych” nie mają czasem ochoty „dla świętego spokoju” przyjąć wiary przyszłego współmałżonka? Sam pochodzę z rodziny wyznaniowo mieszanej. Mój tata był ewangelikiem, mama – katoliczką. Pobrali się w 1965 roku. Mama opowiadała mi wiele lat później o dniu swojego ślubu kiedy to rano, szła na Mszę św. przyjąć Komunię św. Samotność tego poranka bez jej przyszłego męża sprawiała jej ogromny ból. Wiadomo, że nie mogła przyjąć Eucharystii podczas ślubu. Nie można wtedy jednemu małżonkowi udzielić Komunii św., a drugiemu nie. To byłoby rozognianie rany. Podczas ślubu mieszanego jest tylko liturgia słowa i składanie przyrzeczenia małżeńskiego. Mama opowiadała mi też, że przed samym ślubem tata pomyślał sobie, że byłoby dobrze, gdyby przeszedł na katolicyzm. Nasz ksiądz proboszcz powiedział wtedy, aby pan młody poczekał ze swoją decyzją. Jeżeli po ślubie, gdy emocje opadną, w dalszym ciągu będzie odczuwał taką potrzebę, może przejść na katolicyzm. Proboszcz rozumiał bowiem, że tak ważnej decyzji nie można podejmować pod wpływem emocji, uczuć, jakichś zewnętrznych okoliczności. Taka decyzja musi wynikać z rzeczywistego przekonania. Co się okazało? Mój tato do końca życia pozostał ewangelikiem. Nigdy nie było na tym tle żadnych problemów, nie było w naszych rodzinach żadnych sprzeczek, nie było przeciągania jednej strony na drugą. Tato zmarł kiedy miałem 18 lat, ale pamiętam, że zawsze w trudnych chwilach mówił: „Popatrz, idziesz do kościoła i jak się zachowujesz”. Dawał nam przykład, tłumaczył, że bycie w kościele to zaszczyt i godność.
| Czy w dzieciństwie doświadczał Ksiądz przejawów ekumenizmu? Mieszkaliśmy w Zabrzegu. Najbliższy ewangelicki kościół znajdował się 7 km. dalej w Międzyrzeczu. Tata jakieś trzy lata przed swoją śmiercią zaczął jeździć regularnie na wszystkie nabożeństwa do swojego kościoła. W Kościele ewangelickim nie ma przykazania zobowiązującego wiernych do uczestniczenia w nabożeństwach liturgicznych. Myśmy z mamą przyjeżdżali ze Mszy św., wtedy on brał samochód i jechał. Kiedy mój tato zmarł, pastor z jego wspólnoty sprawował liturgię pogrzebową obrządku ewangelickiego w naszym kościele katolickim w Zabrzegu. To była pierwsza taka liturgia w tej miejscowości. A gdy wybuchł pożar i drewniana świątynia w Międzyrzeczu spaliła się, ewangelicy udostępnili nam na kilka lat swój budynek i tam sprawowaliśmy Eucharystię. Wszystko to było dla mnie wspaniałym doświadczeniem ekumenizmu.
Co dało Księdzu życie i wychowanie w rodzinie mieszanej wyznaniowo?
Sytuacja w mojej rodzinie skłaniała mnie cały czas do refleksji. Zadawałem sobie pytanie, którego może moi koledzy nigdy sobie nie stawiali: Dlaczego mój dziadek, moja babcia, chociaż tak bardzo ich kocham, wierzą trochę inaczej? Dlaczego mój tato jeździ do innego kościoła, kiedy my wracamy ze swojej świątyni? I to wyzwalało we mnie inny sposób myślenia. Z jednej strony bardzo otwarty: bardzo kochałem mego ojca, a skoro tak, to kochałem również wszystko, co było z nim związane czyli kocham także jego Kościół. Te poszukiwania i wątpliwości pozwoliły mi później studiować ekumenizm, napisać pracę doktorską na ten temat. We mnie nie było nigdy absolutnie żadnej złości ani żadnego negatywnego nastawienia do wspólnoty ewangelickiej, a wręcz przeciwnie. Kiedy byłem duszpasterzem młodzieży w parafii św. Marii Magdaleny i z tymi młodymi ludźmi przygotowywaliśmy spektakl o tej świętej, to pomyślałem sobie, a dlaczego nie mielibyśmy zrobić tego spektaklu z naszymi braćmi ewangelikami. Często ulegamy takiej śpiączce, rutynie, destrukcyjnej dla osobowości człowieka. Natomiast kiedy ciągle musimy rozstrzygać różne wątpliwości w naszym życiu, także te związane z różnicą wyznań, to wówczas jesteśmy aktywni, dynamiczni, i chociaż czasem mamy wątpliwości to one zawsze idą ku większej świadomości. A większa świadomość pozwala nam odkryć jeszcze większą głębię wiary. Zdrowa osobowość nie może się bać różnicy wyznań.
Mając rodziców różnych wyznań, z pewnością zastanawiał się Ksiądz, który Kościół jest mu bliższy. Co zadecydowało o tym, że został Ksiądz duchownym katolickim? Tym bardziej, że sytuacja duszpasterzy w obu tych kościołach jest nieco inna, chociażby jeśli chodzi o celibat.
Podjecie decyzji o życiu w celibacie trzeba zadać sobie już na początku kapłańskiej drogi. To decyzja, która ma konsekwencje na całe życie. Mając przyjaciół pastorów, goszcząc w ich domach, nieraz rozmawiałem z ich rodzinami i znajomymi na różne tematy, m.in. o sensowności celibatu. Właśnie przez takie dyskusje odnawiałem w sobie świadomość tego, kim jestem i mojego wyboru. Cały czas był to taki twórczy bodziec do stawiania sobie pytań i szukania na nie odpowiedzi. Na początku naszej rozmowy powiedziałem o świadomości. To właśnie ta świadomość pomogła mi w wyborze takiej, a nie innej drogi życia. Potem, w seminarium, otwarły się przede mną jeszcze szersze horyzonty, ale nie wybrałbym kapłaństwa, gdybym nie miał świadomości czym jest Kościół.
Jakie konflikty najczęściej rodzą się w małżeństwach mieszanych?
Najczęściej dotyczą one wychowania dzieci. Katoliczka chce ochrzcić dziecko w kościele, a jej mąż upiera się i nie chce być na tym chrzcie w Kościele katolickim. Nawet jeżeli on w momencie ślubu zadeklarował, że nie będzie przeszkadzał w wychowywaniu dzieci w wierze katolickiej, to „serce nie sługa” i ciągle te uczucia mogą być bardzo silne. Dochodzi jeszcze do tego rodzina, która może się pogniewać, zerwać kontakty. To z pewnością są trudne sprawy. Episkopat i Polska Rada Ekumeniczna już od kilku lat pracują nad dokumentem, który rozwiązywałby takie trudne sprawy, ale dotychczas moment wydania wspólnego oświadczenia był odsuwany. Wiele emocji budzi konieczność oświadczenia strony katolickiej, że złoży przyrzeczenie ochrzczenia i wychowania dziecka w wierze katolickiej. Powołam się na słowa abpa Alfonsa Nossola, który uważa, że oba zespoły powinny sprecyzować swój punkt widzenia. Muszą też zostać ustalone warunki, które nieodzownie mają zostać uwzględnione np.: niektóre wyznania nie uznają związku małżeńskiego za związek sakramentalny, chociażby Kościół starokatolicki.
Tak, ale zanim dogadają się hierarchowie, to trochę potrwa. A zanim ekumenizm zejdzie do zwykłych ludzi, upłynie jeszcze więcej czasu.
Dla mnie ekumenizm rozpoczyna się wtedy, gdy jest ekumenizmem ludnym czyli oddolnym. Nie ma najmniejszych szans na zjednoczenie wszystkich chrześcijan, jeżeli zbiorą się tylko dostojnicy tychże Kościołów, tychże wyznań. Najpierw rozpoczyna się wszystko od łamania barier które są między zwykłymi ludźmi. Dlatego moją pierwszą myślą było: pójdźmy i zróbmy razem spektakl. Pamiętam, że na pierwszym spotkaniu siedzieliśmy naprzeciw siebie, oni po jednej stronie w cudzysłowie „barykady”, a my po drugiej. Ale gdyby Pani widziała nas rok później, czy to na spektaklu czy potem podczas tourne we Włoszech, i wizyty u Jana Pawła II, to już nie odróżnialiśmy się od siebie. Pierwsze są właśnie różne ograniczenia. Kiedy ks. Alfred Borski, duszpasterz młodzieży ewangelickiej, napisał w „Gazecie Ewangelickiej” o naszym wspaniałym doświadczeniu jedności, że byliśmy nawet razem na audiencji u Jana Pawła II, to odezwały się głosy ze strony ewangelików: „A to z jakiej racji? Po co nasze dzieci wieźć do papieża?” pomimo tych głosów widział on, że nie chodzi o to, żeby przeciągnąć ewangelików na wiarę katolicką. Do dziś mam właśnie wielu przyjaciół z tego spektaklu, którzy są ewangelikami i jesteśmy sobie bardzo bliscy łamiąc schematy i ograniczenia, które mamy w swoim umyśle. Rozmawiać można zacząć dopiero wtedy, gdy patrzy się na siebie życzliwie. Hierarchowie mogą coś ustalić, spisać dokumenty, a my i tak będziemy patrzeć na siebie z nieufnością, potrzeba więc zacząć od realizacji Chrystusowego pragnienia, które wyraża się w przykazaniu miłości wzajemnej.
Dziękuję Księdzu za rozmowę. Rozmawiała Justyna Kowalczuk |